Co pewien czas w Internecie viralami stają się posty pasażerów Ryanair, którzy dobrze znając maksymalne wymiary bagażu podręcznego na pokładzie i tak wyruszają w podróż z bagażem wymiary te przekraczającym. Na lotnisku, zgodnie z zaakceptowanym wcześniej regulaminem przewoźnika, naliczana jest na nich opłata za bagaż. Tak było i w tym przypadku. Post wściekłej pasażerki Ryanair stał się ogólnoświatowym viralem i uzyskał blisko 6 milionów odsłon.
Pasażerka poskarżyła się w swoim wpisie, że na lotnisku w Manchesterze pracownik Ryanaira naliczył jej 75 funtów opłaty za bagaż przekraczający maksymalnie wymiary zawarte w regulaminie. Regulaminie którzy wcześniej zaakceptowała. Kobieta pochwaliła się, już ponad ponad 30 razy latała Ryanairem z za dużą walizką, jakby miało to być argumentem za tym, że bagaż niezgodny z wymiarami wcześniej z wymiarami zgodnym był.
Ryanair odniósł się do sprawy. Rzecznik linii stwierdził, że pasażerka kupiła Regular Fare (a więc mogła zabrać ze sobą małą torbę osobistą oraz 10 kg bagaż kabinowy o wymiarach do 55 × 40 × 20 cm), a jej bagaż przekraczał dozwolone wymiary, więc opłata przy bramce była prawidłowa.
W przyszłości będę za wszelką cenę unikać tej trasy, nawet jeśli oznacza to konieczność skorzystania z dwóch przesiadek! – wygraża pasażerka od kilku lat podróżująca ze zbyt dużą walizką
Słowa chyba rzuciła na wiatr bowiem do domu również wracała Ryanairem. Tym razem zdenerwowana faktem tego, że dostała powiadomienie w aplikacji o tym, że w czasie wylotu miała za duży bagaż. Nie wiemy czy tym razem przypomnienie od linii lotniczej poskutkowało. Skoro nie napisała kolejnych postów o naliczonej opłacie to chyba poskutkowało.

Ze zdjęć zamieszczonych w Internecie widać wyraźnie, że górna część bagażu wystaje ponad znany i lubiany wśród pasażerów sizer. Zarówno tanie jak i drogie linie lotnicze, w tym WizzAir czy Ryanair, od lat jasno określają zasady i naliczają opłaty zgodnie z regulaminem.
Przekroczenie dozwolonych wymiarów bagażu u Ryanaira działa dokładnie jak przekroczenie każdego innego dozwolonego limitu. Podróżując z 30-minutowym biletem komunikacji miejskiej w 31 minucie podróży najpewniej konduktor naliczy na nas opłatę dodatkową. Jeśli kierowca zatrzymany przez drogówkę będzie miał 0,21 promila alkoholu we krwi to zostanie ukarany i nikogo nie będzie obchodziło, że limit przekroczył przecież tylko nieznacznie albo, że „przecież zawsze tak jeździł”. Egzekwowanie (nawet najbardziej rygorystyczne) nie zmienia faktu, że ktoś przekroczył ustalony limit. Limit, który był mu wcześniej znany.
Warto przypomnieć tu podobną viralową historię z Polski, którą również opisywaliśmy tutaj (link). Pasażerka lecąca Ryanair z Krakowa do Włoch na Sardynię musiała zapłacić za szelki plecaka przekraczające dozwolone wymiary bagażu. Opłata została naliczona, reklamacja odrzucona, a pasażerka również chętnie opisywała swój przypadek w social mediach.

Ryanair wielokrotnie i wyraźnie przypomina o wymiarach: podczas zakupu biletu, w aplikacji przy odprawie online, w e-mailach, a nawet na lotnisku. Sizery są przecież ustawione zarówno przed kontrolą bezpieczeństwa, jak i bezpośrednio przy gate’ach.
Historia Laury Myers to kolejny przykład, że „zawsze tak latałam” nie stanowi argumentu wobec regulaminu przewoźnika. Zasady są proste i publicznie dostępne od lat. Każdy kto kupuje bilet i leci na wakacje (często za mniej, niż kosztuje dzień parkowania na lotnisku) akceptuje je.






