Turystyczne oszustwa we Włoszech przybierają najróżniejsze formy. Spodziewamy się wielu rzeczy, od nielegalnych przewozów z lotnisk, przez szemrany wynajem mieszkań i samochodów, fejkowych przewodników aż po afrykańskie bransoletki szczęścia czy po prostu niedobre restauracje. Czegoś takiego jednak mało kto się spodziewa wsiadając do Ryanaira lecącego do Włoch. W Arcugnano przez lata działał fejkowy rzymski amfiteatr. W tym roku w lipcu o historii przypomniały sobie włoskie media, w sierpniu media polskie. Gorsi więc nie będziemy i też o niej przypomnimy.
Historia o której rozpisują się dziś media nie jest niczym nowym. Jej początki sięgają już ponad 10, a może i 20 lat. Zaczęła się gdy Franco Malosso, 69-letni dziś mieszkaniec prowincji Vincenza, znany też jako Franco Alessandro Molosso Maltarel von Rosenfranz w wykorzystywaniu turystycznej naiwności poszedł o krok dalej od organizatorów fejsbukowych wycieczek.
Zamiast rozmieniać się na drobne świadcząc szemrane usługi zbudował po prostu fałszywą atrakcję turystyczną w postaci ruin rzymskiego amfiteatru.
„Starożytna” budowla powstała całkowicie od zera na wzgórzach Colli Berici w Arcugnano w regionie Wenecja Euganejska. Po ukończeniu budowy okazałych ruin amfiteatru (razem z gustownym jeziorkiem) Franco Alessandro Molosso Maltarel von Rosenfrantz zaczął przekonywać, że na należącej do siebie działce odnalazł ruiny „najstarszego i największego amfiteatru na świecie„. Mężczyzna miał zawdzięczać swoje odkrycie szczęśliwemu osunięciu się ziemi.
Według zapewnień właściciela ruiny miały pochodzić z 393 roku naszej ery i być świadkiem wizyt takich znamienitych person jak Juliusz Cezar czy Kleopatra. Na działce miały znajdować się nawet archeologiczne relikty z czasów neolitu, które odkryli „archeolodzy UNESCO”.
Malosso przekonywał nawet, że w należącym doń kompleksie Anfiteatro Marittimo Berico Porto degli Angeli znajdował się dom Julii (tej z Werony) z szekspirowskiego dramatu. Niestworzonych historii było jeszcze więcej. W kompleksie przebywać mieli niemieccy mędrcy, starożytni Grecy, a nawet pierwszy legendarny król Rzymu – Romulus.
Szyjąc historię twórca przekrętu zapomniał, że Cezar zmarł 430 lat przed rzekomym powstaniem amfiteatru. Tego typu nieścisłości w ustach przewodników słyszeliśmy we Włoszech wielokrotnie, więc to akurat najmniej poważny zarzut.
Historie z mchu i paproci trafiły na podatny grunt. Rozpromowane ruiny stały się atrakcją turystyczną za wstęp do której kasowano okrągłe 40 EUR. Szwindel trwał przez lata, być może skutecznie udawało się go ukryć dzięki skrupulatnie przestrzeganemu zakazowi fotografowania.
Dobrze naoliwiona maszyna strzyżenia turystycznych owieczek zwróciła uwagę władz i archeologów około 2016 roku. Ci ostatni twierdzili, że ruin takich nigdy nie było. Zaczęto analizować dokumenty i archiwalne zdjęcia. Lokalny burmistrz Paolo Pellizzari zlecił kontrolę i poinformował prokuraturę.
W końcu na teren atrakcji wjechali mundurowi. Szybko okazało się, że antyczne kolumny faktycznie wykonano z betonu, okazałe posągi koło marmuru nawet nie leżały, a jeziorko zabezpieczone było hydroizolacją i to wcale nie antyczną.
Pod koniec listopada 2016 roku prokuratura zamknęła dochodowy biznes. Malosso usłyszał zarzuty i został skazany przez sąd pierwszej instancji w grudniu 2021 roku. Następnie złożył oczywiście apelację, która została odrzucona. Skazano go za samowolę budowlaną, fałszowanie dzieł sztuki oraz niszczenie krajobrazu. Niedawno trafił do więzienia w Ventimiglii. Ostateczny wyrok to 2 lata i 4 miesiące za kratami, a także 3 tysiące euro grzywny.
Władza w każdym zakątku świata nie lubi ani konkurencji ani wystawiania jej na pośmiewisko. Konkurencją było kasowanie 40 EUR, a pośmiewiskiem to, że lokalni autorzy przewodników turystycznych umieścili atrakcje w oficjalnym przewodniku. Gmina chce teraz pozwać autora mistyfikacji i domaga się odszkodowania za straty wizerunkowe.
Co będzie z dochodowymi ruinami? Koszt rozbiórki szacowany jest na kwotę między 300 a nawet 560 tysięcy EUR. Nie wiadomo kto za rozbiórkę ma zapłacić dlatego ruiny wciąż stoją. Pomnik ludzkiej naiwności w końcu zaczyna nabierać lat. Tymczasem w Google atrakcja pozostaje „zamknięta na stałe”.








