Włochy kuszą pocztówkowymi widokami atrakcji takich jak pływanie klasyczną Rivą po jeziorze Como, rejs gondolą po weneckich kanałach, cyprysowymi alejami w Toskanii, wynajmem starego Fiata 500 w Positano czy jazdą po rzymskich uliczkach na klasycznej Vespie. Niestety, Włochy to nie tylko pocztówkowe „dolce vita„. Brutalnie przedstawiła to polska turystka, która przez kilka ostatnich dni relacjonowała swoją podróż po południu Włoch w kanałach social media. „Czuję się, jakbym jeździła po jakimś kraju nawet nie trzeciego, a piątego świata. Jak po slumsach” – relacjonuje fragment swojej podróży polska turystka.
Pani Ewa Przeworska, znana w mediach społecznościowych lekarka radiologii i diagnostyki obrazowej, przez kilka dni relacjonowała swoją podróż po Włoszech wywołując falę komentarzy zarówno krytykujących jak i podzielających jej obserwacje. Kobieta wybrała się na wakacje do Włoch i rozpoczęła wyjazd od Neapolu. Miasta, które naszym zdaniem niezbyt dobrze nadaje się na pierwszą, zapoznawczą podróż do tego kraju.
Dobrze, że jest ciemno to szok poznawczy jakby mniejszy… Miasto jest brudne i zaniedbane – zauważyła podróżniczka tuż po przylocie, dzieląc się pierwszymi, surowymi wrażeniami ze stolicy Kampanii
Prawdziwa lawina dyskusji ruszyła jednak dopiero wtedy, gdy Pani Ewa wybrała się w stronę słynnych, uważanych za synonim luksusu kurortów Wybrzeża Amalfitańskiego w regionie Kampania.
Czuję się, jakbym jeździła po jakimś kraju nawet nie trzeciego, a piątego świata. Jak po slumsach. Jak ci ludzie tu żyją? Jak dzieci chodzą do szkoły? – pytała Polka, wywołując ogromną falę komentarzy
Post Polki wywołał ogromną dyskusję z ponad 600 wypowiedziami. Wielu internautów zarzuciło jej brak zrozumienia dla surowego południowego klimatu Włoch oraz specyfiki tamtejszej kaskadowej architektury. Posty pokazujące Włochy bez autocenzury, zwłaszcza te ukazujące codzienną biedę i zaniedbane krajobrazy zaniedbanego południa czy Sycylii, często wywołują skrajnie krytyczne opinie komentujących, często bezkrytycznie zakochanych w Italii. Inni użytkownicy zaś mocno dziękowali autorce za odczarowanie wszechobecnego mitu dolce vita.
Sama autorka w kolejnych relacjach tonowała nieco nastroje, publikując m.in. ujęcia z Positano i dodając: „Takie Włochy chcemy widzieć i o takich marzymy. Warto wiedzieć obie strony”. Cała sytuacja dobrze pokazuje, jak łatwo internetowe wyobrażenia o Włoszech rozbijają się o realia włoskiej codzienności.
„Czystość jest dla mnie standardem, nie wymaganiem. I lubię jeszcze, jak zabytki są zadbane i nie popadają w ruinę” – podsumowała swoją podróż Pani Ewa
To nie pierwszy przypadek gdy opinie polskiej podróżniczki opisującej wyjazd do Włoch rozchodzą się wirusowo w kanałach social media. W ubiegłym roku na nagłówki włoskich gazet trafiła relacja polskiej turystki, która zaskoczona tym jak zapuszczona i brudna jest Bolonia, nazwała ją „najgorszym miastem we Włoszech„. Wówczas komentarz Polki odbił się echem nawet wśród lokalnych polityków. O sprawie szerzej informowaliśmy tutaj (link).

Obydwa przypadki pokazują, że nowoczesna turystyka coraz częściej cierpi na „syndrom paryski„. Jadąc do miejsc takich jak Neapol, Palermo, Bolonia, niewielkie miasteczka w Apulii czy nawet Piza można przeżyć bolesne rozczarowanie miejscem, które w filmach i mediach społecznościowych kreowane jest na raj na ziemi.
Włochy, a zwłaszcza ich południowe regiony, to kulinarny i architektoniczny majstersztyk, ale też wszechobecny chaos, dyskusyjne podejście do czystości na ulicach czy hotelach, powszechny problem bezdomnych zwierząt oraz wiele innych kulturowych niespodzianek o których zwykle milczą polskie blogi turystyczne.








