Chciała tylko usiąść przy stoliku wewnątrz restauracji w pobliżu Koloseum i zjeść słynne tiramisu. Zamiast tego wyproszono ją z lokalu. Polska turystka, pani Izabela Tomaszewska, opublikowała w mediach społecznościowych reel, który wywołał dyskusję wśród turystów. Czy tak powinni zachowywać się restauratorzy w we Włoszech?
Rzym od lat przyciąga miliony podróżnych z całego świata zabytkami takimi jak Koloseum czy Fontanna di Trevi lub też legendarną włoską kuchnią. Niestety, rosnąca fala masowej turystyki sprawiła, że w wielu przypadkach turyści traktowani są jak chodzące portfele. Tak mogło być i tym razem.
Sytuacja rozegrała się w jednej z restauracji w okolicy Koloseum we włoskiej stolicy. Pani Izabela opisuje, że w czasie swojej podróży chciała „zjeść tiramisu o którym marzyła cały dzień„. Wybrała jeden z lokali znajdujący się w pobliżu zabytku i postanowiła usiąść w środku sali by zamówić słynny włoski deser. Polka podkreśliła, że w lokalu było jeszcze wiele wolnych miejsc.
Czekałam pięć minut, po czym przyszła kelnerka i zapytała, co sobie życzę. Powiedziałam, że tiramisu. »A coś do picia?« – zapytała. Mówię: »Dziękuję, tylko to«. »No, ale jak to tylko to? Przecież pani musi coś więcej zamówić!«. Ja mówię: »Ale ja chcę tylko tiramisu, nie chcę nic więcej zamawiać« – relacjonuje kobieta
Kelnerka miała odpowiedzieć, że w restauracji „trzeba zamawiać więcej” i odmówiła obsługi. Ostatecznie kobieta musiała wyjść z restauracji i obejść się smakiem. „Co to w ogóle było?” – pyta retorycznie pani Izabela. Całość nagrania możecie zobaczyć poniżej.
Najwyraźniej obsłudze bardziej opłacało się trzymać puste miejsca na sali z nadzieją na to, że do środka wejdzie grupa, której rachunek będzie wyższy.
To nie pierwsza historia, w której Rzym potrafi zaskoczyć i to nie zawsze pozytywnie. Jednym z największych źródeł oburzenia turystów są ceny w najbardziej obleganych miejscach. Lody przy Piazza Navona czy w okolicy Fontanny di Trevi potrafią kosztować krocie. Były już przypadki, w których za dwie porcje wychodziło ponad 40 euro po doliczeniu do paragonu „darmowych dodatków”, w innych miejscach w Rzymie kasują sobie 9 EUR za mały kubeczek lodów (link).
Kolejny częsty zarzut to brud i śmieci leżące na ulicach, a także – o czym wielokrotnie przestrzega Ambasada RP w Rzymie – złodziejstwo.
Czy Polka miała rację, czując się źle potraktowana? Dajcie znać w komentarzach.







